Na stronie używamy plików cookie, pozostając na niej wyrażasz zgodnę na ich stosowanie. Więcej możesz przeczytać tutaj



Ten rozdział jedynie w niewielkim stopniu łączy się z dietą - co prawda weganie mieli w badaniach sporo niższy poziom witaminy D3 niż wszystkożercy, ale niedobory mają niemal wszyscy.

Jak powszechnie wiadomo, nasza skóra produkuje ją pod wpływem słońca. I tu jest problem - nie mieszkamy w kraju, gdzie moglibyśmy przeżyć bez sztucznego wspomagania. W naszej ojczyźnie, na dalekim południu można przez cały rok biegać półnago i się opalać. W Polsce w zimie bez ubrań nie przetrwamy nawet jednego dnia. Po prostu nie jesteśmy stworzeni, by tu mieszkać. Dzięki cywilizacji istniejemy, ale płacimy za to zdrowiem. To jest bardzo dobry argument wobec osób, które twierdzą, że suplementacja witaminą D3 jest zła, bo to coś sztucznego - niech w Polsce w zimie odrzucą sztuczne wspomaganie. Wyjdą z ogrzewanego mieszkania, zdejmą ubranie. Myślę, że bardzo szybko zmienią zdanie.

Drugi problem to fakt, że nawet w lecie mało kto wychodzi na słońce. Siedzimy w pracy lub w szkole, na zewnątrz chodzimy szczelnie okryci, a nawet jak się opalamy, to nastraszeni przez koncerny produkujące kremy - smarujemy się filtrami, przez co tak naprawdę zwiększamy ryzyko raka. Tak, to nie pomyłka - co prawda krem w jakimś stopniu (bardzo niewielkim, ale jednak) chroni przed czerniakiem, to jednak przez obniżanie poziomu witaminy D3 w organizmie znacznie zwiększa ryzyko wszystkich innych nowotworów. Owszem, twarz można nasmarować, bo przecież promienie UV powodują szybsze starzenie się skóry, ale reszta ciała powinna być odkryta. Unikać należy jedynie oparzeń słonecznych.

Naprawdę ciężko wymienić wszystkie funkcje tej witaminki. Reguluje odporność, co oznacza, że zabezpiecza przed wszelkimi schorzeniami - w tym tak groźnymi jak nowotwory, schorzenia autoimmunologiczne czy na przykład stwardnienie rozsiane. To właśnie jej spadek zimą i wiosną jest głównym powodem, dla którego o tej porze roku rozkręca się prawdziwa epidemia gryp i przeziębień. Chroni nasze kości, chroni tętnice, zabezpiecza przed cukrzycą...

Dość trudno odpowiedzieć na pytanie o dawkę. Oficjalne zalecenia mówią o 200 do 400 jednostek, ale nie istnieją ŻADNE badania, które wykazały zasadność takich zaleceń. Po prostu wzięto te liczby z sufitu. Z kolei nauka wielokrotnie udowodniła rygorystycznymi badaniami, że dopiero dawki rzędu paru tysięcy dziennie są skutecznym zabezpieczeniem przed konsekwencjami neidoboru. Obecnie trwa mała wojna o zmianę oficjalnych zaleceń - i to nie byle jaką, ale o dodanie jednego zera.

Wbrew temu co można przeczytać w internecie czy na blogach, nadmiar też szkodzi. I wcale nie chodzi tu o toksyczność wywołaną bardzo dużymi dawkami. W badaniach uzyskano dość jednoznaczne wyniki - ryzyko zgonu przypomina parabolę. Jest najwyższe zarówno przy bardzo niskim poziomie, jak i bardzo wysokim. Ideał leży gdzieś pośrodku. Powinno się mieć poziom mierzony testem D(25)OH pomiędzy 50 a 100 nmol/l (20-40 ng/ml). Być może dla osób ze specyficznymi schorzeniami korzystne byłoby podniesienie powyżej tych wartości.

Odpowiadając wprost na pytanie o dawkę - sugerowałbym 2 do 4 tysięcy jednostek w zimie (w zależności od masy ciała i tego, ile się słońca załapało w lecie), nic albo 500-1000 jednostek latem, w zależności od tego jak często wychodzimy na słońce.

Nie warto tracić pieniędzy na badanie poziomu - kosztuje to mały majątek, a i tak wynik badania straci ważność za kilka miesięcy. Gwarantuję, że każdy ma niedobór w zimie, prawie nikt nie ma go w lecie.

Witamina D2 NIE jest tak samo zdrowa, jak D3 - i odradzam jej suplementację. Istnieją wegańskie preparaty z D3, zaś te niewegańskie są jedynie symbolicznie "złe", uzyskuje się je z potu owiec i przemocy w tym jest bardzo niewiele.