Na stronie używamy plików cookie, pozostając na niej wyrażasz zgodnę na ich stosowanie. Więcej możesz przeczytać tutaj



Jod jest bardzo trudnym tematem. Brakuje tutaj badań, co prawda ciężko to sobie wyobrazić, ale medycyna do tej pory nie przeprowadziła solidnych prób klinicznych pozwalających ustalić najlepszą dla organizmu ludzkiego dawkę w pożywieniu! Zalecana ilość po prostu chroni nas przed najcięższymi powikłaniami, ale ten pierwiastek ma dziesiątki innych funkcji w organizmie - co z nimi?

Jedno można powiedzieć na pewno - na wegetarianizmie i weganizmie jest niemal niemożliwym uzyskanie odpowiedniej ilości w pożywieniu. Dawki dodawane do soli kuchennej są tak skalkulowane, by uwzględnić spożycie ryb - jedna porcja ryby morskiej może dostarczyć nawet kilkaset procent zapotrzebowania.

Co więcej, w Polsce nawet wszystkożercy mają powazne problem - dla przykładu, badanie http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8055807 przeprowadzone w 1994 roku wykazało, że aż 80% dzieci nie spożywa odpowiedniej ilości jodu, zaś w niektórych regionach kraju 40% do nawet 80% dzieciaków miało niedobory określane jako ciężkie. A potem pojawiają się pytania, skąd ta epidemia chorób tarczycy - przypominam, że JEDYNA funkcja tego narządu to zamiana jodu w hormony. Jeśli tego surowca zabraknie, mamy "niedoczynność tarczycy", która zniknie w kilka dni po uzupełnieniu niedoboru.

Gdzie więc ta kontrowersja, o której pisałem na początku? Chodzi tu o dwa fakty. Po pierwsze, jod nie jest tak całkowicie bezpiecznym pierwiastkiem. W jednym z badań dodanie go do wody pitnej spowodowało zwiększoną ilość autoimmunologicznych schorzeń tarczycy, na tyle dużą, że można było mówić o małej epidemii. Co prawda pojawiły się głosy, że ta wymuszona suplementacja jedynie ujawniła choroby które i tak by się pojawwiły, że gdyby to prowadzić przez dłuższy czas, to ilość przypadków w końcu spadłaby poniżej wartości początkowej, ale fakt pozostaje faktem - jakieś zagrożenie istnieje.

Drugi, według mnie dużo istotniejszy problem, to teoria łącząca jod z nowotworami piersi i prostaty. Tu niestety brakuje szczegółowych badań, są jedynie przesłanki - za to niezwykle mocne. Podanie jodu szczurom sprawiło, że u części zwierząt niemożliwym stało się wywołanie raka piersi, zachorowała jedynie połowa z nich, podczas gdy wśród tych które nie dostały takiej ochrony - zachorowały wszystkie. W Japonii, gdzie jodu spożywa się nawet dziesięciokrotnie więcej niż w Europie czy w USA, zachorowanie na te nowotwory jest dosłownie kilka razy niższe (nie odpowiadają za to geny, gdyż ten sam Japończyk w USA ma takie samo ryzyko, jak biali). Dla porównania, dieta wegetariańska zmniejsza ryzyko o raptem 10%. Wiadomo, że komórki z których te nowotwory się rozwijają posiadają pompę jodową - czyli wchłaniają ten pierwiastek, podobnie jak tarczyca. Wiadomo też, że częściej chorują osoby mające z tarczycą problemy.

To naprawdę bardzo duży problem. Co trzydziesta osoba umiera na raka piersi lub prostaty. Jest to więc jak widać bardzo, bardzo duże ryzyko. Jeśli jod faktycznie pozwala się przed tymi chorobami ustrzec, oznacza to, że dla wegetarian i wegan byłby on znacznie istotniejszy nawet od witaminy B12.

Pierwiastek ten ma też szereg innych, ważnych funkcji - wzmacnia system odpornościowy, pozwala usuwać niektóre szkodliwe substancje, chroni skórę, wzmacnia włosy. Niektóre badania sugerują, że potrafi też zmniejszyć ryzyko innych nowotworów.

Podsumowując fakty - na diecie wege w Polsce jodu zabraknie praktycznie każdemu, jako że nawet u osób jedzących ryby braki występują u 4 na 5 badanych. Uzupełniać trzeba, żeby mieć te sugerowane 150 mikrogramów. Jak? Odradzam preparaty typu kelp, odradzam wodorosty, jako że zawierają bardzo dużą ilość metali ciężkich i pierwiastków konkurencyjnych wobec jodu - fluoru i bromu. W Polsce mamy ciekawą sytuację, z jednej strony - suplement jodku potasu "jodid" jest wyłącznie na receptę, z drugiej - tem sam jodek potasu jest w takiej samej ilości w każdej niemal multiwitaminie, już bez recepty. Ciężko tu o wskazanie konkretnego preparatu, jako że nawet nie bardzo istnieją na rynku w Polsce, a nawet gdyby się pojawiły, mogą nagle zniknąć zastąpione innymi. Można sprowadzać tabletki zza granicy, można brać multi z jodem, można nawet pokusić się o wykonanie suplementu samodzielnie, ale tu już bardzo ważne jest, żeby się nie pomylić, bo ilości są naprawdę mikroskopijne i zjedzenie 150 mg zamiast 150 mcg może po prostu zabić.

Co natomiast zostawiam do rozważenia i podjęcia samodzielnej decyzji, to kwestia suplementacji ponad zalecane 150 mcg. Są wskazania by to robić, są też takie by tego unikać. Pewne jest, że przekraczanie 1000 mcg (1 mg) jest już niezdrowe - wbrew temu, co można w różnych dziwnych książkach i na dziwnych witrynach internetowych przeczytać.

Co jest ważne - na jaką dawkę byśmy się nie zdecydowali, trzeba zaczać od ilości bardzo niewielkiej. Wieloletnie niedobory sprawiają, że organizm jest przestawiony na wyłapywanie i wykorzystywanie każdej odrobinki tego pierwiastka, więc jeśli nagle go nim "zalejemy", mogą pojawić się nieprzyjemne objawy.