Na stronie używamy plików cookie, pozostając na niej wyrażasz zgodnę na ich stosowanie. Więcej możesz przeczytać tutaj



Sytuacja z selenem jest dość zbliżona do tej z jodem - w Polsce niemal każdy ma zbyt niski poziom we krwi, z uwagi na bardzo słabe wysycenie gleby. Główna różnica jest taka, że co prawda wegetarianie mają nieco niższy poziom jodu w diecie iż wszystkożercy, ale selenu mogą mieć nawet kilka razy mniej. Niemal każde do tej pory przeprowadzone badanie wykazało w populacji wege niedobór tego pierwiastka, niekiedy bardzo duży. Dotyczy to również tych krajów, gdzie w glebie jest go dość dużo.

Z selenem wiąże się kilka kontrowersji - głównie dotyczy to jego roli w zapobieganiu nowotworom. Z jednej strony istnieją badania, w którym jego wysokie stężenie chroniło przed tymi chorobami, obniżając ryzyko często nawet kilkukrotnie (!), z drugiej zaś - przeprowadzone próby kliniczne z suplementacją nie dały szczególnie dobrych wyników. Pojawiły się co prawda głosy, że próby kliniczne były "ustawiane", razem z selenem podawano tam dość szkodliwe substancje, fakt pozostaje faktem - póki co selen nie wydaje się "srebrną kulą" zmniejszającą kilkukrotnie ryzyko nowotworów, wbrew temu co można gdzieniegdzie przeczytać.

Niemniej jest konieczny do życia i do prawidłowego przebiegu wielu procesów w organizmie. Chroni przed infekcjami, szczególnie wirusowymi, reguluje wydalanie z organizmu metali ciężkich, chroni przed schorzeniami typu autoimmunologicznego, zwłaszcza tarczycy. Niski poziom to proszenie się o nieszczęście.

Odradzam suplementację orzechami brazylijskimi, jako że mają dość losową zawartość i nigdy nie wiemy, czy właśnie zjedliśmy 20 mcg, czy może 200 mcg. Tabletki są bardzo tanie i starczą na długo. Na początku terapii można pokusić się o większe dawki, rzędu nawet 200 mcg dziennie, potem - spokojnie wystarczy 50 mcg, co razem z selenem z pożywienia pozwoli uzyskać 100% zapotrzebowania. Można oczywiście brać większe dawki co kilka dni.